Temat wolności to ostatnio temat na topie. Cała ACTA, Unia Europejska, kolejna wojna Amerykanów czyli wkroczenie do Iranu i przeciwnicy tej wojny w postaci Rosji i Chin. O niczym się w mediach poza tymi tematami nie mówi, a jeśli już to są to drobne, małe nic nie znaczące tematy. Więc trochę dziś o wolności. Ludzie zaczęli protestować, w końcu mieli pretekst żeby wyjść na ulicę i mówić o tym co ich drażni, bo od wielu lat nie było takiego ruchu ogólnopolskiego jaki widzimy dziś. Smutne. Pobawię się nieco w Wołoszańskiego. Rok 1970, 12 grudnia. Szczecin. Tego dnia nastąpiła podwyżka cen średnio o 23%. Należy zaznaczyć -cen artykułów spożywczych. Głównie mięsa ale też ryb, dżemów, powideł czy mąki. Dzień później media podały informacje o wyżej wymienionych cenach na łamach gazet. Zaczęło się od protestów, organizowane były wiece o przywrócenie cen, o to by najwyżej postawiona osoba w firmie nie zarabiała więcej niż o 1000zł od osoby na niższym stanowisku i w końcu o odsunięcie od władzy Władysława Gomułki ówczesnego sekretarza KC PZPR. W skrócie mówiąc, ludzie poszli na plac Solidarności pod gmach komendy strajkując kiedy to z gmachu komendy zaczęto do ludzi strzelać. Gomułka wydał rozkazy o strzelanie w nogi, przed strajkujących, co miało na celu zastraszenie i ewentualnie drobne rany. Skończyło się to tak, że zginęło 16 osób. A gmach został podpalony. W efekcie Gomułka odszedł, pojawił się Edward Gierek. Wielki wzrost gospodarczy na początku kariery, co jednak skończyło się rekordowym zadłużeniem Polski. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że ponad 40 lat temu ludzie wychodzili na ulicę walczyć o to co im się nie podobało, o zmianę władzy, zmianę cen, niekiedy o zmianę ustroju, zwyczajów i o swoją wolność. Walczyli na śmierć i życie. I to był protest. To były protesty. Dziś niestety ograniczają się do walki o portale typu kwejk, darmowe pornole i ściąganie filmów i muzyki z Internetu. Okej. Fajnie. Tylko ile z osób które pojawiły się na tych „protestach” w całej Polsce przeczytało dokument ACTA choć raz, ze zrozumieniem i znalazło coś większego niż walkę z piractwem internetowym? Halo. Walka z piractwem internetowym toczy się od lat. ACTA w tym sektorze nie wprowadza czegoś nowego. Ba. Jest to kradzież czyjejś własności. Tak? Tak. Jeżeli jednak ktoś to przeczytał uważnie, zastanowił się czego to może dotyczyć i przede wszystkim jest chociaż trochę inteligentny i zainteresowany tym, aby Polska gospodarka się rozwijała i nie pozostawała w tyle na tle innych krajów, to ten ktoś doczytał zapewne, niekiedy między wierszami fakt, że rozchodzi się o wielkie rzeczy. Internet to tylko kropla w morzu tego dokumentu, stał się tylko tematem pobocznym, wręcz zastępczym dla całego tego burdelu. Co mnie irytuje w tym dokumencie? Licencje. Licencje, moi drodzy. I nie licencje na Windowsa, czy płytę najsmutniejszej wokalistki świata Kasi Kowalskiej, tylko licencje chociażby na wydobycie gazu łupkowego, którego złoża w Polsce są przeolbrzymie, a licencje na jego wydobycie mają…. Amerykanie. Firmy będą musiały wykupywać licencje na wszystko, części zamienne, na ich sprzedaż artykułów czy na ich produkcję, na które licencje i patenty mają… Amerykanie. Staniemy się małymi chińczykami, wyrobnikami, zapieprzając dla… Amerykanów. Wiecie co to oznacza? Ich gospodarka będzie dostawać wielki zastrzyk gotówki od państw, które podpiszą tenże dokument, dodatkowo my będziemy produkować masowo, więc też dla nich, a my… no cóż, a my wydając wielki szmal na wyżej wymienione licencje będziemy małymi żuczkami. I dlatego wkurwia mnie, że mowa jest tylko o Internecie. Aczkolwiek nie neguję tego, nie neguję, wolność powinna być wszędzie. Nawet tam, a może zwłaszcza tam [w sieci]. Ile razy słyszeliście hasło „żyjecie w wolnym kraju”? Wolność umiera od dawna, odkąd mamy karty płatnicze, udostępniamy dane w Internecie, rejestrując się chociażby na Naszej Klasie, Facebooku, google, YouTube, Allegro, zakładając konta Pay Pal czy płacąc rachunki przez sieć, musisz mieć dokumenty tożsamości i co najlepsze, sam dowód Ci nie wystarczy, bo musisz podeprzeć te dane drugim takim dokumentem, aby stało się to wiarygodne, że Ty to Ty. Bzdura. Cieszy mnie fakt, że znów ludzie pojawiają się na ulicach, mimo mrozów, mimo przeciwności losu, mimo tego, że nasz premier w tym czasie klęka w Brukseli robiąc laskę z połykiem każdemu napotkanemu europosłowi, kłamiąc prawie 40-milionowemu państwu, że musiał to podpisać do dwudziestego któregoś dnia stycznia, mimo, że parlament europejski zaznaczył jasno i wyraźnie, że to nie jest obowiązkowe, a termin ostateczny upływa 31 marca. Pierdoli o Grecji, Hiszpanii, Irlandii, Portugalii, o kryzysach w tych państwach i chyba w tej całej wyliczance się pogubił i zapomniał, że Polska to nie Irlandia, tak jak zapowiadał w spotach wyborczych, a my mamy swoje problemy i on jako nasz premier powinien tylko i wyłącznie zająć się tym co nas trapi. Mimo wszystko cieszy mnie fakt tych protestów, nawet gdy 90% transparentów mówi o ściąganiu pornoli. Oby więcej takich ruchów. Oby częściej, bo nasz głos w wyborach na nic nie wpłynie, bo nie ma znaczenia. Nie ma. To jest jedna wielka klika. Więc skoro nie mamy szans na zmiany tam, to może znaczenie mają protesty. Tak jak w 1970, tak i w 2012. A może to nic nie da, ale na pewno ma większy wpływ na to całe zamieszanie niż klikanie Lubię to na facebooku pod każdym postem o ACTA. Państwo chce mieć podporządkowanych pracusiów, posłusznych obywateli, niezdolnych do wyrażania swojego zdania, słuchających tylko gównianej paplaniny w mediach. Dlatego wyłączcie facebooka, wyłączcie telewizję, a włączcie myślenie.
środa, 8 lutego 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)